obraz27.gif
Słownik staropolskiHistoriaMusztraCiekawostkiKulinariaPieśniInformacje rekrutacyjne
37 beczek piwa dla jednego regimentu PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maciej Waligóra   
czwartek, 18 września 2014 13:33

Interesujące jest to, że wybitny lekarz wojskowy XVII w. Janusz Abraham Gehema twierdził, że warunki życia w wojsku są korzystne dla zdrowia człowieka. Żołnierze mogli zażywać dużo ruchu, przebywali na świerzym powietrzu. Jedyną niegodnością według Gehemy były zmienne warunki atmosferyczne, ale przed ich niekorzystnym wpływem miały chronić trunki, tytoń i namioty.

 

 

W XVII w. zdawano sobie sprawę z faktu, że zanieczyszczona woda może stać się przyczyną chorób, stąd niechętnie używano wszelkich wód powierzchniowych do celów konsumpcyjnych. Powszechnym napojem do ugaszenia piwa było piwo, czasem inne trunki. Żołnierze cenili wysoko spożywanie trunków, przekonani o ich właściwościach profilaktycznych i leczniczych (pomijam w tym miejscu obyczajowe „walory” spożywania alkoholu), co z resztą potwierdza współczesna medycyna.

Brak szczegółowych danych nie pozwala określić wysokości konsumpcji alkoholu przez żołnierzy, jednak można przypuszczać  na podstawie źródeł pośrednich, że była ona wyższa niż w całym społeczeństwie staropolskim. W 1659 r. generalny prowiantmagister Marcin Dębicki zanotował tylko na sam listopad 37 beczek piwa dla jednego regimentu. Trzeba tutaj jednak dodać, że piwo (rzadziej wino) spożywano wówczas w celu ugaszenia pragnienia. Hulaszcze biesiady, tak zwane konwersacje, żołnierze organizowali po otrzymaniu żołdu lub spieniężeniu łupów. Najpierw rozpowszechnione wśród oficerów, później zaś naśladowali te negatywne wzorce postępowania szeregowi żołnierze. Oszczędnością pogardzano, dlatego też w ciągu kilku dni potrafili przepić i przejeść całe zasługi, nie licząc się z tym, że znów będą musieli prowadzić nędzna wegetację lub uciekać się do grabieży. Rejestry szkód informują nas często o tym, że  żołnierze nie płacili w karczmach za trunki, rabowali gorzałkę i piwo lub żądali ich wydania pod groźbą użycia broni.

Na wsi prawie każdy właściciel lub dzierżawca dóbr posiadał browar a piwo sprzedawano w dworskich karczmach. Konsumpcja piwa, produkowanego najczęściej z mieszanki żyta, przenicy, jęczmienia i owsa, kształtowała się w środowisku żołnierski na bardzo wysokim poziomie. Piwo wyrabiane w folwarcznych browarach (mielcuchach), było na ogół napojem słabym, niskiej jakości i o niewielkich walorach smakowych. Lepsze piwo produkowane w miastach (nazwy piw pochodziły od nazw miast).

W XVII w, konsumowano różne gatunki wina krajowego i zagranicznego. Spożycie wina według jego jakości  ceny zależało od miejsca w hierarchii wojskowej i zamożności. Dla dostojników, wywodzących się z magnaterii i bogatej szlachty, był to napój powszechny. Pili oni zwykle wina zagraniczne: węgierskie, hiszpańskie reńskie i włoskie. Wśród niższych warstw żołnierskich królowały młode i tanie wina krajowe. Jakub Kazimierz Haur podał przepis na wyrób wina warunkach obozowych. Miód pitny nie cieszył się w wojsku wzięciem.

Niższą rangą żołnierze przedkładali wódkę nad inne rodzaje trunków. Chociaż asortyment wódek był bardzo bogaty, największym powodzeniem cieszyła się prosta gorzałka (prostka). Uchodziła za trunek podlejszy i plebejski, po cichu jednak zapijano się nią w wyższych grupach społecznych, w tym również w kręgach magnaterii. Obok białej prostki pojawiały się wódki gatunkowe: anyżówka, miodówka, kminkówka, wódki owocowe. Lepiej oczyszczona i mocniejsza była wódka biała, zwana okowitką. Prostka nie miała dobrego smaku, gdyż produkowano ją w prymitywnych urządzeniach gorzelniczych. Jej moc nie przekraczała 30 %, miała jednak dla żołnierzy podstawowe zalety, a mianowicie niską cenę i szybki efekt. Mogła być również spożywana w sposób przyspieszający upicie się, na przykład bez zakąski, w połączeniu z piwem etc. Żołnierze wyrabiali wódkę podobnie jak piwo i wino, również w warunkach obozowych. Towarzysze z dywizji Stefana Czarnieckiego ze zboża zagrabionego chłopom sami pędzili gorzałkę.

Historyk obyczajów, Jan Bystroń, napisał o pijaństwie w wojsku” Bywało że wino animuszu dodawało, ale też nieraz siły odbierało i fantazję wojenną; pijaństwo w obozie wnosiło doń czynnik nieobliczalny, nieodpowiedzialny”. Piły wszystkie grupy w wojsku , od naczelnego dowództwa do pospolitych ciurów. Hetman Mikołaj Potocki pod Korsuniem w 1648 r. siedział podobno pijany w karecie, zamiast dowodzić armią, i otrzeźwiał dopiero w niewoli. Jeden z pamiętnikarzy napisał o nim: „wiecej radziło kieliszkach i szklanicach, niżeli o dobru Rzeczypospolitej i całości onej, jakoż w nocy radził o pannach albo dziewkach młodych i nadobnych żonkach, będąc sam w starości lat podeszłych”. Spożycia trunków w wojsku nie zwalczali natomiast lekarze wojskowi. Janusz Abraham Gehema uważał, że wódka chroni żołnierzy przed zmiennymi warunkami pogodowymi i przeziębieniami. Ponadto w różnych epokach wydawano żołnierzom porcje alkoholu, zwłaszcza przed walką, dla stłumienia strach.

Mimo wydawania umiarkowanych ilości alkoholu, a nawet zaleceń niektórych lekarzy, pijaństwo w wojsku było groźną plagą, z czego zdawali sobie sprawę ówcześni przywódcy polityczni i dowódcy, zabraniając często nadmiernego picia w artykułach wojskowych i rozkazach. Pijaństwo prowadziło czasem do nieobliczalnych konsekwencji, czego przykładem jest choćby postawa hetmana Mikołaja Potockiego, a co najmniej przyczyniało się do rozkładu dyscypliny. Żołnierze na kwaterach i w obozach wałęsali się w poszukiwani trunków, zamiast ćwiczyć się w rzemiośle wojennym. Niewątpliwie wysokie spożycie alkoholu sprzyjało swawolom żołnierskim.

Na podstawie T. Srogosz "Żołnierz swawolny. Z dziejów obyczajów armi koronnej w XVII w."

 
Nasi dobroczyńcy:


  


 

Nasi dobroczyńcy: